Temat pracy:

Napisz opowiadanie o spotkaniu z bohaterem wybranej lektury obowiązkowej, który podczas spotkania nauczył Cię czegoś ważnego. Wypracowanie powinno dowodzić, że dobrze znasz wybraną lekturę obowiązkową.

       Siedziałam właśnie na dachu. Był ciepły, lipcowy wieczór. Gwiazdy jasno świeciły na niebie, ale i tak wyglądały jedynie jak ozdoba w porównaniu do wielkiego, jasnego księżyca, który dzisiejszej nocy znajdował się w pełni. Wszystko wyglądało wręcz bajkowo, magicznie. Nie wiem, ile czasu spędziłam, błądząc wzrokiem pomiędzy gwiazdami, ale po jakimś czasie coś zwróciło moją uwagę. Zobaczyłam nagle spadający meteoryt, wyglądający tak, jakby miał spaść wprost na mnie. Zmarszczyłam brwi i natychmiast usiadłam. Meteoryt był coraz bliżej, ale jednak wydawał się coraz mniejszy. Nie zdążyłam nic zrobić, a już wylądował u mnie w ogródku. Spodziewałam się wielkiego huku i ziemi latającej wokoło, ale nie usłyszałam ani jednego dźwięku. Tak, jakby zatrzymał się centymetry od ziemi. Szybko wstałam  i na zgiętych kolanach, powolutku podeszłam do krawędzi dachu. Gdy zobaczyłam, co wylądowało u mnie w ogródku, potrzebowałam kilkunastu sekund, by zakodować, co właściwie widziałam. Jednak nawet to nic nie dało, więc przetarłam  kilka razy oczy, zanim naprawdę stwierdziłam, że to naprawdę to.may ksi1

      Na środku mojego ogródka, tuż obok drewnianych huśtawek, stał mały, śliczny chłopiec. Był niski, byłam pewna, że nawet gdyby stanął na palcach, nie dosięgnąłby belki, z której zwisały łańcuchy trzymające dwa drewniane panele pełniące rolę moich huśtawek. Chociaż nie czułam, by z jakiejkolwiek strony wiał wiatr, złocisty szalik na szyi chłopca wyglądał  jak chorągiewka na wietrze. Tak samo jego jasne włosy. Najdziwniejsze było jednak to, że po meteorycie nie było ani śladu. Został tylko on, niewielki chłopczyk stojący w moim ogrodzie, tyłem do mnie.

    Musiałam się upewnić, że naprawdę tam jest. Szybko odwróciłam się, po czym podeszłam do otwartego okna od mojego pokoju i przeskoczyłam nad parapetem miękko lądując na panelach. Nie czekałam nawet chwili i  z prędkością światła, a przynajmniej tak mi się wydawało, wybiegłam z pokoju i równie szybko zbiegłam po schodach. Przebiegłam przez całą długość salonu, szybko otworzyłam szklane drzwi prowadzące do ogródka, a następnie przez nie przebiegłam. Wtedy nie zwróciłam też uwagi na przeszywającą ciszę, jaka panowała w środku domu.

    Zatrzymałam się dosłownie krok od wyjścia, ale nigdzie nie zauważyłam  małego chłopca. ,,Zniknął? Zdążył odejść w czasie, kiedy tu biegłam?" Pytałam się w myślach, jednocześnie biorąc szybsze oddechy, spowodowane szybkim biegiem. Gdy już całkowicie straciłam nadzieję, że nadal znajduje się w ogródku i już chciałam zawrócić, by wejść do domu, usłyszałam obok siebie cichy, spokojny głos:
-Czyżbym znowu wylądował na ziemi? Wiele się tu zmieniło.
Odwróciłam się jak poparzona patrząc na sięgającego mi do klatki piersiowej chłopca.
-Wylądował na ziemi...? - szepnęłam cicho patrząc na niego w szoku. - Jak to, wylądował na ziemi?
-Och, czyli wszystko się zgadza - nie odpowiedział na zadane pytanie, a zmienił temat patrząc przed siebie.
Wyglądał bardzo niewinnie, ale gdy tak patrzyłam w jego oczy, czułam, jakbym patrzyła na kogoś dorosłego, poważnego. Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Potrzebowałam chwili, żeby przetworzyć w myślach to, co się właśnie stało. Wylądowałem na ziemi? Czy to...? Nie, niemożliwe. Przecież to tylko książka.
- Jak się nazywasz? - zapytałam lekko przekrzywiając głowę w lewą stronę. Nie odpowiedział, dokładnie tak jak w książce. - Jestem Oliwia - w takim razie sama postanowiłam zacząć.
- Ja jestem Mały Książę - odpowiedział już normalnie. - Co robiłaś tu o tak późnej porze, sama? - zapytał.
- Musiałam trochę pomyśleć, w samotności. - odpowiedziałam lekko tracąc dobry humor, który zawdzięczałam czemuś tak niesamowitemu, jak spotkanie z postacią z książki.
-Co cię martwi? - kontynuował.
-Pokłóciłam się ostatnio z przyjacielem, niezwykle bliskim mojemu sercu  - odpowiedziałam po raz kolejny na zadane pytanie. Starałam się mówić jak najmądrzej, nie zawsze można spotkać księcia, gdy chciało się po prostu popatrzeć na gwiazdy. Nie chciałam wyjść przed moim przybyszem na niezbyt mądrą.
- Doskonale cię rozumiem - tym razem nie odpowiedział pytaniem, a ja nie pytałam, o co dokładnie mu chodziło. Przecież I tak nie odpowie.
- Moja róża, ona, opuściła mnie. Jej płatki opadły, zastawiła po sobie jedynie łodygę i kilka kolców - postanowił kontynuować po chwili ciszy jaka między nami nastała.
Jego wyznanie mnie  zasmuciło. Choć róża była kapryśna i dumna, była przyjaciółką Małego Księcia. Pierwszą i jedną z ważniejszych.
-Wiesz... - zaczęłam szukając odpowiednich słów. - Przypomnij sobie słowa geografa. Twoja róża była efemeryczna, wprawdzie jak wszystko, co kiedyś spotkalismy i spotkamy w przyszłości. Nic nie będzie trwać wiecznie, wszystko kiedyś przeminie. - powiedziałam połowicznie mówiąc o przyjaźni Małego Księcia z Różą, a połowicznie o przyjaźni mojej z Magdą. Obydwie przeminęły.may ksi 2

-To naprawdę bolesne - odpowiedział Mały Książę. - Choć ten rozdział przeminął i w moim  i w twoim życiu, wierzę, że rozpoczniesz nową przyjaźń. Będziesz o nią dbała, poświęcisz jej czas oraz cierpliwość. Każda osoba, której poświęciliśmy swój czas, zostanie na zawsze w naszych sercach. Będziesz pamiętać o utraconej przyjaźni, ale rozpoczniesz również kolejną, piękną i silną. - powiedział, a między nami nastąpiła kolejna cisza. Nie była nieprzyjemna czy niezręczna. Obydwoje musieliśmy przemyśleć powiedziane przed chwilą rzeczy.
-Ty też rozpoczniesz nową przyjaźń, Mały Książę. Pierwszą może być ta ze mną - odpowiedziałam odwracając się w jego stronę z lekkim, ale szczerym uśmiechem, który ten odwzajemnił.
Jednak to było ostatnie, co widziałam. Obraz przed moimi oczami się rozmył, straciłam świadomość, a następnie obudziłam się leżąc na zimnych płytkach dachowych. To był tylko sen, huh? Zapytałam się w myślach, ale spoglądając w gwiazdy zobaczyłam coś, co udowodniło mi, że nie mam racji. Pewien świecący z oddali punkcik, dokładnie taki sam jak ten, który spadał, gdy poznałam Małego Księcia, migotał na niebie. Lecz oddalał się ode mnie, aż ostatecznie zniknął mi z pola widzenia. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym zamknęłam oczy z powrotem wpadając  w objęcia Morfeusza.

         Venus

 

Liczba Gości

Odwiedza nas 151 gości oraz 0 użytkowników.