Zapraszamy do przeczytania opowiadania  o dalszych losach Ani z Zielonego Wzgórza:

 

ANIAS

      Gdy Gilbert oddał mi posadę nauczyciela, byłam bardzo szczęśliwa. Mogłam zostać w Avonlea na Zielonym Wzgórzu, opiekować się Marylą oraz spełnić moje marzenie – być nauczycielką.
     Pewnej  nocy nie mogłam zasnąć z podekscytowania, lecz w końcu zamknęłam oczy i zapadłam w sen. Następnego dnia rano usłyszałam melodyjny głos:
- Aniu – powiedział – musisz już wstać, przecież nie chcesz spóźnić się  pierwszego dnia pracy, prawda?
Moim oczom ukazała się zgarbiona, szczupła postać z  siwymi włosami oraz  z uśmiechem na twarzy. Była to Maryla, trzymająca tacę z jedzeniem w rękach. Przetarłam oczy, aby się przebudzić, usiadłam i zapytałam:
- Marylo, dlaczego zrobiłaś mi śniadanie? – powiedziałam – Przecież wiesz doskonale, że nie możesz nadwyrężać swojego wzroku. Nie chcę, abyś  go straciła. Mogłabym to zrobić sama.
-   Ależ wiem, lecz jestem taka szczęśliwa, ponieważ idziesz dzisiaj pierwszy raz do pracy. Chcialam ci zrobić  małą niespodziankę – odparła Maryla – A teraz zjedz  i  spakuj swoje rzeczy.
Maryla zeszła na dół, do salonu. Kilka minut później byłam gotowa do wyjścia. Zanim wyszłam,  powiedziałam do opiekunki:
- Do widzenia Marylo! Wrócę w południe. Życz mi powodzenia w szkole.
     Gdy dotarłam na miejsce, moim oczom ukazal się piękny krajobraz. Był tam niebieski niby niebo strumień, z którego leciały srebrnobiałe krople wody. Potok otaczał  malowniczy, zielonozłoty las. Światło wdzierało się przez błyszczące liście. Słyszałam urocze śpiewy  ptaków, które siedziały na brązowych gałęziach. Kwiaty kwitły wszędzie, tu maki, tam goździki, obok nich zaś żonkile i róże. Szkoła z zewnątrz mało się zmieniła.  Jedynie zielonkawy mech porósł  otynkowany na biało budynek. Zawołałam bawiące się dzieci do szkoły na lekcje. Wszyscy ustawili się w szeregu i weszli do klasy. Kiedy dzieci usiadły, przedstawiłam się im:
- Dzień dobry – powiedziałam z uśmiechem na twarzy – nazywam się Anna Shirley. Będę was uczyć. Mam nadzieję, że razem spędzimy ten rok szkolny w miłej atmosferze. Dobrze, teraz wy mi się przedstawcie.
   Wszyscy powiedzieli jak mają na imię i czym się interesują. W klasie było dwudziestu uczniów - dziesięć dziewczynek i dziesięciu chłopców.   Lekcja minęła nam bardzo szybko. Wszyscy dobrze się spisywali. Słuchali mnie bardzo uważnie.
     Gdy wróciłam ze szkoły, zrobiłam obiad dla mnie i Maryli. I taka była moja rutyna przez dwa miesiące. Na szczęście mimo opiekowania się tracącą wzrok kobietą i pracą w szkole, miałam czas na spotykanie się z moimi przyjaciółmi – Dianą i Gilbertem. Czasami odwiedzałam też  panią Linde. Przez te wszystkie miesiące poczułam, że ja i Gilbert zbliżamy się do siebie. Wydawało mi się, że  nie jest on dla mnie tylko przyjacielem, czułam do niego coś więcej. Jednak  nie mówiłam tego na głos.
Pewnego dnia Diana zaprosiła mnie do swojego domu. Oczywiście przyszłam. Dziewczyna stała na progu mieszkania, czekając na mnie. Podbiegłam do niej i przywitałam się:
- Witaj Diano! – powiedziałam.
- Dzień dobry Aniu – odpowiedziała mi przyjaciółka -  Wejdź do środka, czuj się jak u siebie.Weszłyśmy do pokoju Diany i usiadłyśmy na łóżku.
- Słuchaj Aniu – powiedziała powoli dziewczyna – czy ty nie czujesz czegoś do Gilberta?

-  Emm… ja – zaczerwieniłam się i lekko uśmiechnęłam – n-nie, dlaczego pytasz? – jąknęłam się.
-  Uśmiechasz się, kiedy na niego patrzysz, lekko się czerwienisz i czasami jąkasz się, rozmawiając z nim – powiedziała Diana – nie musisz tego ukrywać, jestem przecież twoją przyjaciółką.
- Dobrze, masz rację – odparłam – tylko proszę, niec mu nie mów.
- Obiecuję.
Rozmawiałyśmy jeszcze o różnych rzeczach. Czas mijał bardzo szybko, zrobiło się ciemno i musiałam prędko wrócić do domu.
      Kilka miesięcy później stało się coś niesamowitego. Byłam w szkole, uczyłam geometrii. Gdy kończyłam lekcję, Gilbert wraz z Dianą weszli do sali. Uczniowie, jak i ja byli zdziwieni. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Diana stała obok drzwi. Gdy Gilbert do mnie podszedł, wyszeptałam mu:
- Gilbert, co ty i Diana tu robicie? Nie powinniście tu być, prowadzę lekcję.
- Wiem – powiedział Gilbert – ale mam ci coś bardzo ważnego do przekazania.
Chłopak uklęknął na jedno kolano, wyjął pierścionek i powiedział:
- Anno Shirley, czy chcesz za mnie wyjść?
Stanęłam jak wryta. Nie mogłam nic powiedzieć. Zrobiłam się czerwona. Uczniowie byli zdziwieni,  ale zarazem wzruszeni. Trzy dziewczyny nawet zaczęły płakać! Złapałam głęboki wdech i powiedziałam:
- Tak chcę! – powiedziałam ze łzami w oczach.
Gilbert założył na mój palec pierścionek. Cała klasa krzyknęła chórem. Nie mogę opisać,  jaka byłam wtedy szczęśliwa! Gilbert również! Gdy lekcja się skończyła, powiedzieliśmy Maryli o naszym  związku. Kobieta o mało się nie popłakała ze szczęścia. Nie mogła tego robić, ponieważ nie chciała nadwyrężać wzroku.

   Trzy miesiące później odbył się nasz  ślub. Zaprosiliśmy wielu gości. W czasie ceremonii,  gdy zaczęliśmy wypowiadać przysięgę małżeńską, Maryla zemdlała. Wszyscy zebrali się wokół niej. Przybiegłam najszybciej jak mogłam i krzyknęłam:
-Marylo, Marylo! Co się dzieje? Marylo! Proszę obudź się! – krzyknęłam cała zapłakana – Niech ktoś zawoła lekarza!
Lecz doktor nie zdążył na czas. Kobieta zmarła tak samo jak jej brat Mateusz – na zawał serca. Gilbert przytulił mnie i otarł moje łzy.
Po pogrzebie Maryli czułam się okropnie.  Straciłam  jakąś cząstkę siebie.
     Po miesiącu jeszcze raz złożyliśmy przysięgę małżeńską i spotkaliśmy się z bliskimi na skromnym weselu. Owocem naszej miłości są Kordelia i Lionel ( to pierwsze imię wybrałam ja, a drugie - Gilbert). Mamy z nimi trochę problemów, ale jakoś dajemy radę. A teraz idę się nimi zająć, dopóki Gilbert nie skończy rąbać  drewna na opał.

Tekst: Alicja, 6b
Ilustracja: Zuzanna, 6b

 

Liczba Gości

Odwiedza nas 87 gości oraz 0 użytkowników.